Natalia dała krótkie ogłoszenie: Szukam zdecydowanych fotografów. Sprawdziłem jej profil i gdy okazało się, że pozuje do aktów, poczułem się bardzo zdecydowanym fotografem. Ona jednak dość zręcznie zweryfikowała moje zdecydowanie mówiąc, że bardziej wolałaby w ciuchach. No trudno pomyślałem. Pozostało sprawdzić, czy anegdota Jacka “Wszystkie się dla niego rozbierają” nadal jest prawdziwa.

Kiedy Natalia wystawiała moje zdecydowanie na próbę, sama prezentowała mocno zdecydowaną postawę na zdjęcia z kulami dymnymi. Ani ja, ani ona, nie mieliśmy z tym nigdy doświadczenia. Pomysł jednak wydawał się ciekawy. Miałem tylko nadzieję, że nikt z postronnych nie wezwie straży pożarnej.

Moje obawy okazały się zupełnie niepotrzebne, bo kule, a właściwie kuleczki, produkowały bardzo skromne ilości dymu. Dużo lepiej w tym względzie wypadały świece. Tylko, że dymiły zaledwie 30 sekund. Wcześniej oczywiście wybraliśmy kadr, ustaliliśmy pozy, przygotowaliśmy sprzęt. Jak odpalisz święcę to musi być szybka akcja. Błyskawiczny bieg na wyznaczone miejsce, celowanie, próba złapania ostrości na zadymionej modelce, próba nierozkaszlania się modelki zadymionej przez świecę… Przydałby się tu asystent.

Przy drugiej świecy mieliśmy już trochę doświadczenia. Ponownie wszystko ustawiamy, kadrujemy, ćwiczymy pozy… Odpalamy. Rzucam się do zdjęć, trzy klatki i koniec miejsca na karcie… błyskawicznie kasuję stare zdjęcia, przełączam w tryb tylko jpg i próbuję uratować co się da z dymiącej świecy. I chociaż Natalia jest zadowolona z efektów… to w moim odczuciu te zdjęcia akurat są do powtórzenia.

Zdjęcia w dymie miały być zakończeniem naszej sesji… no chyba, ze w pobliżu znajdziemy jeszcze coś ciekawego. Po pokrzepieniu się skromnymi zapasami jedzenia wyruszyliśmy w drogę. I tak prawie w ostatniej chwili trafiliśmy na bele siana. Tę dogrywkę okupiłem później jednak mocnym wyczerpaniem organizmu… mało jedzenia, bieganie po sesji i wczesnym wieczorem odpływasz zamiast spędzać czas z rodziną.

A jeżeli chcesz obejrzeć zdjęcia na pełnym ekranie kliknij w jedną z miniaturek poniżej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *